Dragon Age Wiki
Advertisement

Z lotu Kruka (ang. As We Fly) to opowiadanie autorstwa Lukasa Kristjansona. Zostało opublikowane 4 grudnia 2022 roku w ramach obchodów Dnia Dragon Age 2022. W przeciwieństwie do obchodów z poprzednich lat, w których publikowano od dwóch do czterech opowiadań, tym razem jest to jedyne, które ujrzało światło dzienne tego dnia.

As We Fly

Fabuła[]

Antaam będzie rządzić Antivą. A Treviso nauczy się klękać”.

Głos był opanowany, a nie spokojny. Chropawy baryton, wyćwiczony w wydzieraniu się na podwładnych. Teraz niósł się nad krytymi dachówką budynkami dzięki urządzeniom do projekcji magicznej, pozostawionym przez imperia, które już dawno się stąd wycofały. Codzienne, wszechobecne, monotonne przypomnienie o okupacji. Łatwość, z jaką do niej doszło, była rozczarowaniem zarówno dla okupowanych, jak i dla okupanta.

„Uniosłem but, Treviso. Nie muszę go opuszczać. Okaż posłuszeństwo”.

— Za bardzo się zapędza! — żylasty, siwowłosy Neri de Acutis ścigał się z głosem po dachach. Przeskoczył nad zaułkiem i obrócił się zwinnie przy lądowaniu, zahaczając hebanową laską o gliniane cegły komina. Popis, którego można się było spodziewać, patrząc na herby wyszyte na skórzanych elementach jego odzienia. Był starym Antivańskim Krukiem, wywodzącym się od niemal najstarszych.

Rzeźnik drwi z narodu, a tymczasem my już rozlewamy mu olej pod stopami!

— Sam lepiej patrz pod nogi — rzuciła kpiąco jego siostra, Noa, która właśnie go dogoniła. Była równie żylasta i siwowłosa, a sądząc z jej tonu, słowa Neriego nie zrobiły na niej wrażenia. — Niczego nie rozlejemy, jeśli damy się złapać. Jej ostrzeżeniu towarzyszył łomot dobiegający z dołu, gdzie pół tuzina ramion próbowało się przebić przez zabarykadowany zaułek.

— Są szybcy jak na swoje rozmiary.

— I tak za wolni — odrzekł z uśmiechem Neri. — Dlatego mamy czas na odrobinę stylu.

Kithtaam! — wrzasnęła w wąskim zaułku postać o popielatej skórze i imponujących, nawet jak na swoją rasę, rozmiarach. Jego rogi ledwo mieściły się w przejściu i były pokryte biało-czerwoną farbą, trującą przy dotknięciu. Był dobrze znany obojgu Kruków: to Kaathrata Rózga, który od czasu zajęcia miasta wsławił się swą brutalnością. Pozostali wojskowi, powstrzymani jego krzykiem, kulili się, gdy przechodził, wyraźnie obawiając się nie tylko jego wyższej rangi.

— Oni biegną górą, durnie! Dotrzymajcie im kroku, bo zedrę wam skórę z pleców!

Neri mlasnął. — Nic dziwnego, że Rzeźnik jest taki brutalny, skoro jego podwładni tak traktują swoich ludzi.

— Watażkowie rządzą, bo budzą postrach — odparła Noa. — Wiemy, jak na to odpowiedzieć. Ruszamy! — przeskakując na następny dach, zrzuciła zeń luźną dachówkę, która zgodnie z zamierzeniem roztrzaskała się u stóp antaamu.

— Tam! — zawołał pogardliwie Kaathrata, wpatrując się w cienie, które mknęły teraz w stronę śródmieścia. Rzucił się w pogoń, wywrzaskując rozkazy.

— Ruszcie za mną całym batalionem! Będziecie się przyglądać, jak dopadam zdobycz!

Nad dachami rozbrzmiało bez przekonania kolejne zalecenie: „posłuszeństwo zostanie nagrodzone, Treviso. Możemy rządzić, możemy też miażdżyć”.

— Przynajmniej Kaathrata sprawia wrażenie, jakby dobrze się bawił — powiedział z rozczarowaniem Neri. — Złoczyńca, który wczuwa się w rolę, jest bardziej użyteczny.

— Skończyły się dachy — odparła Noa, zmieniając temat. Dotarli do końca gęstej zabudowy centralnego Treviso i nie było już dachu, na który mogliby przeskoczyć. Przed nimi w dole ciągnęły się kanały i mosty sąsiadujące z głównym rynkiem, dużym placem zwykle wypełnionym handlarzami z całej Antivy. Za czasów antaamskiej okupacji było ich jednak mniej, a o tej porze plac był zupełnie pusty.

— Nasz przyjaciel depcze nam po piętach — stwierdził Neri. — Pora lecieć.

Na skraju dachu stał drewniany słupek, na którym czarnym tuszem nakreślono sylwetkę kruka z rozpostartymi skrzydłami. Trudno ją było dostrzec, jeśli się o niej nie wiedziało, ale dla świadomych jej obecności była bardzo przydatna. Do słupka przymocowano cienką linę, której drugi koniec niknął w półmroku w okolicach jednego z mostów na dole.

Neri ściągnął z ramienia skórzany pasek i owinął go wokół liny. — Gotowa?

— Zawsze — odrzekła Noa, obejmując go w pasie.

Odepchnęli się nogami od słupka i pomknęli w powietrzu po linie. Ciężar ich obojga sprawił, że zjechali błyskawicznie. Odległość pomiędzy budynkiem a kamiennym mostem pokonali o wiele szybciej od antaamu, ale czekało ich twarde lądowanie. Noa zrobiła zgrabny przewrót i przykucnęła w gotowości, ale Neri z trudem podnosił się z ziemi, podpierając się laską.

— Kolana już nie te, co kiedyś — jęknął z grymasem.

— Starość nie radość.

— Jestem od ciebie dwa lata młodszy.

— Nie mówię o liczbach.

„Bądź grzeczne, Treviso, a spotka cię nagroda. Będzie dla ciebie lepiej, jeśli pozostanę wspaniałomyślny”.

— Pokażemy im, jacy jesteśmy grzeczni? — spytała Noa, pomagając bratu wstać. Neri przytaknął i oboje ruszyli na drugą stronę mostu.

Gdy jednak mijali dużą, misternie zdobioną opuszczaną kratę od strony rynku, Neri potknął się i przyklęknął na jedno kolano. Noa złapała go za ramię, ale nie zdołała go podeprzeć. Nagle sprawiali wrażenie bezradnych, jakby poczuli na karku nie tylko oddech ścigającego ich antaamu, ale też ciężar wszystkich przeżytych lat.

Kaathrata dotarł na most i sztyletował wzrokiem dwoje Kruków. Uśmiechnął się i dał swoim ludziom znak, by się zatrzymali, po czym ostentacyjnie zarzucił młot bojowy na ramię, podkreślając jego ciężar. — Zabrakło wam tchu? — zawołał. — Albo raczej skończył się wam czas, podobnie jak waszemu miastu. A wkrótce całemu światu. — spojrzał za siebie, jakby chciał się upewnić, że jego podwładni to widzą, i puścił się biegiem przez most. Ze śmiechem na ustach uniósł młot nad głowę.

Neri i Noa przyglądali mu się z drugiej strony opuszczanej kraty. Na niej również czarnym tuszem nakreślono sylwetkę kruka z rozpostartymi skrzydłami. Trudno dostrzegalną, jeśli się o niej nie wiedziało, ale dla świadomych jej obecności była bardzo przydatna. Równie trudno było dostrzec na ziemi przed nimi dwa zwoje mocnej liny, podobnej do tej, która przed chwilą utrzymała ich ciężar. Końce tych lin nie były jednak przytwierdzone do pobliskich dachów: wznosiły się ku szczytowi kraty, gdzie nawinięto je na jej mechanizm.

Noa liczyła kroki Kaathraty, oceniła jego prędkość i w chwili, w której wojownik znalazł się pod kratą, kopnęła dźwignię, która utrzymywała metal w górze. Niemal w idealnym momencie. Opadająca krata pociągnęła leżące na ziemi liny. Jedna z nich zahaczyła o prawą rękę Kaathraty i szarpnęła w tył jego młot. Druga oplotła się wokół jego tułowia. Zapanowała chwila zaskakującej ciszy, gdy szarża Kaathraty została zatrzymana. Zanim zdążył wrzasnąć, rozbrzmiał głuchy trzask kości, który rozszedł się nad kanałami. Rózga był spętany.

Kaathrata wydał z siebie głośne westchnienie, gdy uderzenie o opadającą kratę wypchnęło powietrze z jego płuc. Jego ludzie ruszyli z drugiego końca mostu, ale ich drogę tarasowała zamykająca się krata i ciskający przekleństwa dowódca. — Podnieście ją! — wrzasnął. — Trzymajcie!

Liny napięły się, wrzynając się w jego żebra i niemal unosząc go z ziemi za wykręconą w tył rękę. Kilka dłoni chwyciło kratę i powstrzymało ją przed opadnięciem do końca. Wytężając siły, ludzie Rózgi unieśli ją na wysokość piersi, dzięki czemu ich dowódca odzyskał kontakt z ziemią, choć wciąż był spętany.

Neri wstał i od niechcenia poprawił skórzane paski na ramieniu, za które Noa tak teatralnie złapała.

Kaathrata rzucił na nich gniewne spojrzenie. — Kłamstwo — rzucił szyderczo. — Kruki są kłamcami.

— Aktorami — poprawiła go Noa. — Jest różnica.

— Więc dałem się złapać — przyznał Rózga. — Co zamierzacie tym osiągnąć? Wasze miasto okupuje Daathrata Rzeźnik. A dowódcy każdego kithtaamu dorównują mi siłą. Wkrótce mnie przewyższą. — chichotał, jakby wszelki opór mógł być tylko żartem. Na drugi koniec mostu przybywali kolejni z jego antaamu, a kilkudziesięciu z nich zbliżało się do kraty, by całkiem ją podnieść. — Ten, kto umieścił moje imię na waszym zleceniu, wysłał was na próżny trud.

— Ty? — zapytał Neri, przechylając głowę. — Nie na ciebie jest to zlecenie.

Po mieście rozszedł się huk potężnego wybuchu. Nie doszło do niego w zasięgu wzroku ani nawet nigdzie blisko. Nastąpił przy bramie garnizonu antaamu. Garnizonu Kaathraty Rózgi.

— Ty odwracasz uwagę — dokończyła Noa.

W powietrzu znowu rozbrzmiał odległy głos, ale teraz zdawał się ożywiony. Może nawet przejęty. „Antaam! Kruki pokazują szpony! Wracajcie ich odeprzeć! Na mój rozkaz!”.

Biegnący po moście członkowie antaamu stanęli jak wryci, nie wiedząc, co robić. Nie mieli pewności, kogo słuchać: odległego watażki czy skrępowanego porucznika.

— No już, zmiatajcie — powiedział Neri, zbywając ich ruchem dłoni. — Słyszeliście Rzeźnika.

— Słyszeliście też Kaathratę — dodała Noa. — Przecież inni dorównują mu siłą. I nie są Rózgą!

Jej słowa wyraźnie poruszyły antaam. Poczuli ulgę. Kaathrata rządził, budząc postrach... a teraz czar prysnął. Kolejny stopniem członek antaamu, następny w hierarchii dowodzenia, dał pozostałym znak, by zawrócili i poszli za nim. Jako ostatni ruszyli podtrzymujący kratę. Spojrzeli na Kruki, na spętanego dowódcę i zwolnili chwyt, by dołączyć do towarzyszy.

— Tchórze! Zdrajcy! — wydzierał się Kaathrata. — Każę was wszystkich obedrzeć...

Ciężka krata opadła, a wraz z nią młot Kaathraty, który wysunął się z jego bezsilnej ręki. Liny pociągnęły go do otworu, przez który wchodziły do mechanizmu kraty. Mocował się z maszynerią, ale każdy jego oddech zacieśniał więzy. Stopniowo i nieubłaganie krata zjechała do ziemi. A Kaathrata Rózga uwiązł w miejscu, w którym Kruki mogły wydłubać mu oczy.

Z nadejściem świtu zrobią to ptaki.

***

Dzień był pogodny, rynek zatłoczony, a w kawiarni panowało poruszenie wywołane wydarzeniami zeszłej nocy.

— Słyszałeś...?

— Widziałaś...?

— Oni wciąż czuwają!

— Walczą za nas!

Neri i Noa de Acutis sączyli amazzacaffe i upajali się emocjami zgromadzonych mieszkańców Treviso.

— Wiesz, kto przyjął to zlecenie? — zapytała Noa.

— Nie. — odparł Neri. — Jakiś inny Kruk albo sojusznik. Ktoś, kto lepiej wspina się po murach. — Poklepał laskę i pociągnął łyk kawy. — To zabawa dla młodzieży.

— Rzeźnik dalej wygłasza swoje codzienne smęty — powiedziała Noa, wsypując do filiżanki niepokojącą ilość cukru. — Ale daliśmy mu do myślenia. Połowa jego dziwnej broni poszła z dymem.

— Zdobędzie nową, ale nie bez wysiłku. — Neri usiadł wygodnie, zamyślony. — Jeśli osłabimy okupantów i zapędzimy ich w kozi róg, to kiedy imię Rzeźnika wreszcie znajdzie się na zleceniu, jego miejsca nie zajmie żaden pretendent.

— Szkoda — odpowiedziała Noa, uśmiechając się znad filiżanki. — Z przyjemnością zabiłabym kilku pretendentów.

Neri odwzajemnił uśmiech. — Zapamiętam. Ale do tego czasu będziemy pracować nad naszą odpowiedzią na komunikaty okupanta. Uniósł filiżankę. — Antivą rządzą Kruki. Noa wzniosła swoją. — A Treviso będzie wolne.

Advertisement