FANDOM


Przedstawienie, które oglądałem na rynku w Gwaren, było rzeczą niemal stereotypowo fereldeńską: była to inscenizacja Deina i wilkołaka. Same lalki były znacznie lepsze niż te, które zazwyczaj widuje się na południowym wschodzie. Biały jeleń strzygł uszami pasąc się pomiędzy drzewami z papieru, a język wilkołaka wysuwał się z pyska, kiedy warczał, co sprawiało, że oglądające przedstawienie dzieci krzyczały i klaskały za każdym razem, kiedy się pojawiał.

Ich rodzice bardziej zaaferowani byli jednak sprawunkami na targowisku – takie zachowanie ponad wszelką wątpliwość mówi ci, że jesteś na zadupiu. W Antivie każda znacząca się osoba ogląda takie przedstawienia z żywym zainteresowaniem. Antivańskie lalki robią większe wrażenie, do ich obsługi potrzeba dwóch osób, które, ukryte pod wysoką sceną, wprawiają je w ruch za pomocą kijków. Ich twarze wykonane są z tkaniny, co za pomocą palców umożliwia nadawanie im dość przekonujących min. Mniej wyrażające emocje twarze mają bankierzy kupców.

Rzecz jasna, celem takich przedstawień jest zapewnianie rozrywki, ale pikanterii dodaje im świadomość tego, że wiele z nich wystawianych na ulicach bezpośrednio komentuje aktualną sytuację polityczną. Anonimowość, jaką zapewnia scena, daje poczucie bezpieczeństwa. Lalki tańczą na ogromnych, roztrwonionych fortunach książąt kupieckich albo umizgują się do siebie, nawiązując do ostatnich skandali. Rzucają jajkami w tych, którzy niedługo wypadną z łask i obrzucają płatkami róż tych, którzy mają awansować.

Powszechnie wiadomo, że jeżeli Kruki chcą coś przekazać publicznie, wsuną lalkarzowi do kieszeni parę andrisów. Kilka kruczych piór dodanych do kostiumu tutaj, jedwabny szalik oznaczający krew tam – wszystko wykonane ze smakiem, ale znaki są oczywiste dla każdego, kto ogląda uważnie. Często słudzy wybiegają z takich przedstawień, żeby zanieść wieści nieszczęsnemu księciu.

Czasami zastanawiam się, czy nasze teatry lalkowe nie zostały zainspirowane przez klany Daliczyków, które żyją wzdłuż wybrzeża, poza murami naszych miast. Tutejsze klany są bardziej skryte niż te zamieszkujące poza Antivą – i bardziej skore do przemocy, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Żeby trzymać ludzi z dala od swoich obozów, wiele z nich tworzy „leśne kukły”. Robi się je ze strzępków ubrań, naostrzonych patyków, starych butelek i zużytych cięciw. Kiedy umieści się je na drzewach, przywiązując do odpowiednich gałęzi, najdelikatniejszy nawet podmuch wiatru sprawia, że kukły takie poruszają się w wielce niepokojący sposób, podczas gdy powietrze wylatujące przez szyjki butelek wydaje dźwięk przypominający jęki.

To ponad wszelką wątpliwość bardzo proste przedstawienie, ale prostota często okazuje się nad wyraz skuteczna. Wielu łowców bierze takie kukły za sylwany albo niespokojne duchy i ucieka z lasu czym prędzej, nie zdążywszy wyczuć zapachu ognisk, na których gotują Dalijczycy.

Orlais, nie będące krajem znanym z powściągliwości, ma swoje własne tradycje lalkowe. Dodam, że wiele ukradli nam. Najbardziej znane są barokowo zdobione twory przygotowane na potrzeby oper albo świąt religijnych. Siedząc w loży teatru Grande Royeaux oglądałem drewniane gryfy wznoszące się ponad śpiewającymi Szarymi Strażnikami. Następnie pojawiła się wykonana z papier-mâché głowa arcydemona, którą ponad wszelką wątpliwość obsługiwało nie mniej niż pięciu lalkarzy, zionącego ogniem ze wstążek. Jednak nawet podczas wielkiego przedstawienia, lalki mogą służyć czemuś bardziej subtelnemu. Najlepszą produkcją, jaką widziałem w Orlais, było widowisko pasyjne Upadek Elderatha. Wyznawcy Dawnych Bogów grali byli w nim przez drewniane lalki z wyraźnie widocznymi sznurkami. Bili oni pokłony przed wypchanym smokiem, podczas gdy Andrasta przechadzała się pomiędzy nimi i odcinała sznurki za pomocą pieśni.

W Orlais moda jednak przychodzi i odchodzi. Ostatnimi czasy popularne stały się proste teatrzyki cieni, chętnie oglądane na salonach i podczas mniejszych przyjęć. Lalki do tego rodzaju przedstawień z reguły wykonane są z drewna i papieru, widziałem jednak droższe wersje wykonane z żelazodrzewaStwórca jeden wie, skąd je wzięli. Dodaj lampion z kolorowymi szybkami i trochę muzyki w tle, a uzdolniony lalkarz w ciągu godziny opowiedzieć może historię Thedas.

Jeśli o mnie chodzi, to po obejrzeniu przedstawienia w Gwaren poszedłem do gospody się napić. Słuchałem, jak miejscowi rozmawiali o plemieniu barbarzyńskich Chasyndów, które zauważyli, kiedy przechodziło przez pobliską Głuszę Korcari. Jeden z nich twierdził nawet, że widział, jak ich szaman wykonywał rytuał, używając do tego kukiełek wykonanych ze starych futer, rogów i liści, próbując wypędzić chorobę z noworodka. Uśmiali się z tego setnie. Ja również uśmiałem się cichaczem – z ich głupoty. Jak mówiłem: tylko mieszkańcy całkowitego zadupia mogą uważać, że lalkarstwo służy tylko zabawianiu dzieci.

Z dziennika Jonara Vesevriego, antivańskiego lalkarza i bajarza, 9:33 Smoka
Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.